Ten artykuł dogłębnie analizuje sytuację finansową i wizerunkową Stadniny Koni w Janowie Podlaskim, rozwiewając wątpliwości dotyczące jej rzekomego bankructwa. Przedstawiamy fakty, dane finansowe oraz kontekst polityczny i zarządczy, który doprowadził do obecnego kryzysu, aby dostarczyć kompleksowego obrazu stanu legendarnej stadniny i jej perspektyw na przyszłość.
Stadnina Koni w Janowie Podlaskim nie zbankrutowała, ale mierzy się z głębokim kryzysem finansowym i wizerunkowym.
- W 2024 roku stadnina odnotowała rekordową stratę finansową w wysokości 4 milionów złotych, co jest najgorszym wynikiem w jej historii.
- Problemy finansowe i zarządzanie zaczęły się pogłębiać po 2016 roku, po zwolnieniu wieloletnich ekspertów i politycznych zmianach kadrowych.
- W latach 2016-2023 w Janowie Podlaskim zarządzało 8 prezesów, a raport KOWR wskazał na niekompetencję i dewastację hodowli.
- Aukcja "Pride of Poland" straciła na prestiżu i wynikach, z rekordowych 4,5 mln euro w 2015 roku do zaledwie 637 tys. euro w 2024 roku.
- Powrót zwolnionych ekspertów i poprawa wyników aukcji w 2025 roku (1,331 mln euro) dają nadzieję na odbudowę, choć długoterminową.
- Obecnie utrzymanie stadniny w dużej mierze wspiera hodowla krów i sprzedaż mleka, co podkreśla skalę problemów.

Czy legenda bankrutuje? Prawda o kondycji finansowej Stadniny Koni w Janowie Podlaskim
Kiedy słyszymy o "bankructwie" Stadniny Koni w Janowie Podlaskim, naturalnie pojawia się niepokój. Chociaż formalnie stadnina nie ogłosiła upadłości, publiczne zaniepokojenie jej kondycją jest, moim zdaniem, w pełni uzasadnione. Słowo "bankructwo" w tym kontekście odzwierciedla raczej głęboki kryzys finansowy i wizerunkowy, z którym boryka się ta legendarna instytucja.
Spójrzmy na konkretne dane. W 2015 roku, czyli przed okresem największych zawirowań, stadnina zanotowała zysk w wysokości 3,2 miliona złotych. To był czas prosperity. Niestety, sytuacja uległa dramatycznej zmianie. W 2020 roku straty sięgnęły już 3,5 miliona złotych, a w 2024 roku Janów Podlaski odnotował rekordową w swojej historii stratę finansową w wysokości 4 milionów złotych. Te liczby mówią same za siebie to nie jest drobne potknięcie, lecz poważne zachwianie fundamentów finansowych.
Co ciekawe, na 2025 rok pojawiają się sprzeczne prognozy. Z jednej strony, obecna prezes zapewnia o poprawie wyników, co daje nadzieję na stabilizację. Z drugiej strony, niektórzy eksperci przewidują, że strata może wzrosnąć nawet do 6-8 milionów złotych. Ta rozbieżność pokazuje, jak niepewna jest obecna sytuacja i jak trudno o jednoznaczne określenie przyszłości. Różnica między formalnym bankructwem a głębokim kryzysem finansowym jest kluczowa: choć stadnina nadal funkcjonuje, jej zdolność do samodzielnego utrzymania się i realizacji misji hodowlanej jest poważnie zagrożona, co wymaga natychmiastowych i skutecznych działań naprawczych.

Jak doszło do upadku? Geneza problemów sięgająca 2016 roku
Aby zrozumieć obecną sytuację Janowa Podlaskiego, musimy cofnąć się do 2016 roku. To właśnie wtedy, moim zdaniem, rozpoczął się okres, który można określić mianem "początku końca" dla stabilności i renomy stadniny. Kluczowym momentem było zwolnienie wieloletnich, cenionych prezesów Marka Treli z Janowa Podlaskiego i Jerzego Białoboka z Michałowa. Byli to fachowcy z ogromnym doświadczeniem i międzynarodowym autorytetem, których odejście było szeroko komentowane jako decyzja polityczna, a nie merytoryczna.
Po tych zmianach rozpoczęła się prawdziwa "karuzela prezesów". W ciągu zaledwie siedmiu lat (2016-2023) w Janowie Podlaskim zarządzało aż ośmiu prezesów. Taka niestabilność zarządcza jest zabójcza dla każdej firmy, a w przypadku hodowli koni, która wymaga długoterminowej wizji i głębokiej wiedzy, okazała się dewastująca. Brak ciągłości, zmienne strategie i, co najgorsze, często brak kompetencji osób z nominacji partyjnej, doprowadziły do chaosu i błędów hodowlanych.
Potwierdził to raport zlecony przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) w 2024 roku. Dokument ten, jak się okazało, wskazał na "dewastację" hodowli, będącą bezpośrednim skutkiem niekompetentnego zarządzania. To bardzo mocne słowa, ale niestety, jak pokazują fakty, w pełni oddające skalę problemu. Uważam, że te decyzje, podjęte bezrefleksyjnie i z pominięciem dobra stadniny, są główną przyczyną obecnego kryzysu.

Od "Pride of Poland" do "Shame of Poland": Upadek legendarnej aukcji
Aukcja "Pride of Poland" była kiedyś wizytówką polskiej hodowli koni arabskich, wydarzeniem o światowej renomie, przyciągającym najbogatszych kupców z całego globu. Pamiętam, jak w 2015 roku sprzedaż przekroczyła 4,5 miliona euro, a klacz Pepita została sprzedana za rekordową kwotę 1,4 miliona euro. To były "złote czasy", kiedy Janów Podlaski był synonimem sukcesu i prestiżu.
Niestety, po 2016 roku obserwowaliśmy drastyczny spadek wyników, który zamienił "Dumę Polski" w coś, co niektórzy zaczęli nazywać "Wstydem Polski". Już w 2017 roku sprzedano zaledwie 6 koni za około 400 tysięcy euro. Ten trend spadkowy utrzymywał się przez lata, osiągając dno w 2024 roku, kiedy to sprzedano tylko 10 koni za 637 tysięcy euro. To pokazuje skalę utraty zaufania i pozycji na rynku.
Przyczyn tego upadku było kilka. Raport KOWR jasno wskazuje na "bezrefleksyjne sprzedawanie" najcenniejszych koni, które nie zostawiły w Polsce potomstwa. To, moim zdaniem, było krótkowzroczne działanie, które uszczupliło bezcenną pulę genetyczną i osłabiło podstawy hodowli. Dodatkowo, skandale, takie jak podwójna licytacja klaczy Emira w 2016 roku, podkopały wiarygodność aukcji i odstraszyły międzynarodowych kupców, którzy cenią sobie przede wszystkim transparentność i profesjonalizm. Odbudowa utraconego zaufania na tak specyficznym i hermetycznym rynku to proces niezwykle trudny i długotrwały.
Kto jest odpowiedzialny za kryzys? Rola państwa i jego agend
Analizując odpowiedzialność za kryzys w Janowie Podlaskim, nie sposób pominąć roli państwa i jego agend, zwłaszcza Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR), który sprawuje nadzór właścicielski nad stadniną. Moim zdaniem, działania KOWR przez wiele lat były spóźnione, a często wręcz przyczyniały się do pogłębiania problemów, zamiast je rozwiązywać.
Decyzje polityczne, które doprowadziły do zwolnienia doświadczonych fachowców i obsadzania stanowisk osobami bez odpowiednich kwalifikacji, miały katastrofalne skutki. Hodowla koni to biznes wymagający długoterminowej strategii, ogromnej wiedzy i cierpliwości. Nie da się nim zarządzać w oparciu o krótkowzroczne cele polityczne czy partyjne nominacje. Delikatny ekosystem hodowlany, budowany przez dziesięciolecia, został naruszony w ciągu zaledwie kilku lat.
Warto również zwrócić uwagę na to, co stało się swoistym symbolem problemów Janowa. W ostatnich latach stadnina, której głównym celem jest hodowla koni arabskich, w dużej mierze utrzymywała się dzięki hodowli krów i sprzedaży mleka. To, moim zdaniem, dobitnie świadczy o skali kryzysu i o tym, jak daleko odeszła od swojej pierwotnej misji. Kiedy dochody z głównej działalności nie wystarczają na pokrycie kosztów, a ratunkiem staje się zupełnie inna gałąź rolnictwa, to znak, że system zarządzania i finansowania wymaga gruntownej reformy.

Światło w tunelu? Scenariusze na przyszłość dla Janowa Podlaskiego
Mimo tak poważnych problemów, nie tracę nadziei na odbudowę Janowa Podlaskiego. Pojawiły się bowiem pewne sygnały, które mogą świadczyć o tym, że dla stadniny jest jeszcze "światło w tunelu". Kluczowym elementem, moim zdaniem, jest powrót do współpracy z KOWR i stadninami zwolnionych wcześniej fachowców Marka Treli, Jerzego Białoboka i Anny Stojanowskiej. Ich wiedza, doświadczenie i autorytet są bezcenne w procesie odbudowy marki i zaufania na międzynarodowym rynku.
Pierwsze efekty tej zmiany widać już po wynikach aukcji "Pride of Poland" w 2025 roku. Sprzedano wówczas 13 koni za łączną kwotę 1,331 miliona euro. To znacząca poprawa w porównaniu do 637 tysięcy euro z 2024 roku. Co więcej, najdroższa klacz z Janowa, Adelita, została sprzedana za 430 tysięcy euro. Ten wynik jest postrzegany jako bardzo dobry prognostyk i sygnał, że kupcy, choć ostrożnie, zaczynają odzyskiwać zaufanie do polskiej hodowli.
Odbudowa stada i reputacji stadniny to jednak proces długoterminowy, który wymaga konsekwencji i cierpliwości. Nie da się naprawić lat zaniedbań w ciągu kilku miesięcy. Potrzeba będzie wielu lat ciężkiej pracy, mądrych decyzji hodowlanych i stabilnego zarządzania, aby Janów Podlaski odzyskał swoją dawną świetność. Jednak obecne działania, takie jak angażowanie ekspertów i poprawa wyników aukcyjnych, dają realną nadzieję na to, że legenda Janowa nie zgaśnie.
Janów Podlaski to więcej niż stadnina. Dlaczego jej los jest sprawą narodową?
Stadnina Koni w Janowie Podlaskim to znacznie więcej niż tylko gospodarstwo rolne czy przedsiębiorstwo hodowlane. To instytucja z ponad 200-letnią historią, założona w 1817 roku, która stała się kluczowym elementem polskiego dziedzictwa kulturowego i narodowego. Jej losy odzwierciedlają historię Polski, przetrwała zabory, wojny światowe i różne systemy polityczne, zawsze będąc symbolem polskiej dumy i wytrwałości.
Wartość Janowa Podlaskiego jest nie do przecenienia, zwłaszcza w kontekście hodowli koni arabskich. To właśnie tutaj wykształcono bezcenne linie genetyczne, które są fundamentem światowej hodowli tej rasy. Konie z Janowa Podlaskiego zdobywały najwyższe laury na najbardziej prestiżowych pokazach i aukcjach na całym świecie, rozsławiając imię Polski. Ich unikalne cechy, takie jak piękno, wytrzymałość i szlachetność, są efektem pokoleń pracy wybitnych hodowców i selekcjonerów.
Dlatego też ochrona Janowa Podlaskiego nie jest jedynie kwestią ekonomiczną, ale przede wszystkim moralną i kulturową. Utrata tej stadniny oznaczałaby nie tylko zubożenie polskiej gospodarki, ale przede wszystkim niepowetowaną stratę dla światowego dziedzictwa hodowlanego. To nasz obowiązek, jako narodu, zadbać o to, aby ta żywa legenda przetrwała i nadal rozwijała się dla przyszłych pokoleń, kontynuując swoją niezwykłą historię.